Home About Me New Digital Paper Foto Links Contact


"WIZYTA" - film (wrzesień 2009)






Tekst i obrazy zamieszczone w dyskusji o filmie na Forum Portalu "3D MAX" - http://www.max3d.pl/forum/showthread.php?t=61854&page=23

Może czas już.... no może nie na makingoffa, ale jak to się u mnie taka "Wizyta" w głowie układa. Jako że pracuje sam ograniczenia organizacyjne nie występują. Wszystko zaczęło się tym razem od postaci którą kiedyś stworzyłem w cyklu grafik "Mój Teatr Malutki".


Postać była marionetką w której nogi z racji marionetkowości były tylko atrapą do dyndania. Postanowiłem zmienić nogi, nic nie pasowało, dopiero połączenie nóg w bryłę i zamiana stóp na koła stworzyła postać, dodałem okulary i order wytrwałości, tekstura gazetowa już była. Jak dziadek, no to zrobię babcię.... babcia poszła z biegu i była nawet lepsza do dalszego ogrywania postaci. Dziadek lekki nerwus i zagubiona we wspomnieniach babcia, oboje wyobcowani już nawet ze stworzonej przez siebie rzeczywistości, ograniczeni przestrzenią dzięki wózkowi i zaokiennej inności.

Na parterze w moim bloku mieszka taka Babcia, jest sama, głucha, 6 raz dziennie zagląda do skrzynki na listy, ciągle otwiera drzwi bo myśli że nie usłyszała, że ktoś dzwonił…. czeka na syna, który czasami przyjeżdża.... i tak to cały dany jej czas poświęca na czekanie. Jak to babcia, fantastycznie gotuje, czuję to zawsze gdy mijam jej drzwi...:)). W zasadzie to ona napisała scenariusz. Kontynuując... Zamknąłem więc ICH w malutkim pokoiku, poszedłem do swojego magazynu scenograficznego i z już kiedyś stworzonych obiektów starałem się zbudować klimat.




Dla pogłębienia dystansu i kontrastu do obecnej rzeczywistości są to przedmioty wśród, których poruszali się moi dziadkowie czyli obecni prapradziadkowie niemalże IX wiek, który tak lubię...:)). Jako że czekali rozciągnięci w czasie przeskalowałem zegar niech pokazuje swoją moc. Talerz dla gościa też został przeskalowany, w końcu oni chcą się podzielić z nim samą wielką dobrocią.... a taka dobroć nie zmieści się na małym talerzu. Jest tam także szafa, kilka portretów przodków, samowar i patefon....no bo tyle da się zgromadzić cennych rzeczy podczas pracowitego moralnego życia. Pomału zacząłem ustawiać sceny, babcia ze zdjęciem syna, dziadek miotający się w oczekiwaniu obserwuje klamkę, stoją pod zegarem minutę przed ósmą, bo zwykle przychodził... o ósmej, wyglądają przez okno. W końcu dziadek chce złagodzić atmosferę bo babcia się "rozkleja", uruchamia patefon, bo to zawsze działało. Zatapiają się we wspomnieniach przy grającym patefonie... jutro powtórzą wszystko od początku.

W pewnym momencie wpadło mi do głowy, że oprócz nich i talerza może dobrze by było, żeby widz też tam był niejako na czwartego....wiec czasami babcia i dziadek patrzą w kamerę czyli prosto w nasze oczy, oni przecież tak robią nawet jak nikogo nie ma. Wnętrze miałem gotowe z całym dobytkiem co z resztą.... ma ten syn przyjść czy nie....?? No wiadomo że nie przyjdzie, przynajmniej nie codziennie.... i co koniec filmu zatopionego we wspomnieniach.... trochę mało...:)). Jakby tak zamiast syna przyszła ...śmierć.. i tak kiedyś przyjść musi ... !! Skoro musi przyjść muszę dorobić zewnętrzność. Mam taki cykl grafik o blokowiskach, a w nim blok-drzewo, pokoik przyczepiłem do niego i obudowałem studnią blokowiska.




Śmierć miała być trochę jak komornik albo inny bezwzględny urzędnik. Śmierć wykonuje tu trochę przedziwną wędrówkę, bo najpierw spływa na księżycu do "studni", a potem wdrapuje się po drabince do dziadków. Trzeba było ją jakoś zaprezentować, nadać trochę mocy i po to ten manewr, no i w końcu niech i ona nie ma lekko...:)). Potem robi swoje, pokoik pęka jak pojemnik z nasionami i wysypuje się osierocona uprzedmiotowiona rzeczywistość staruszków.

Pomysł z wylatującymi siedział już we mnie od dawna. Mam znajomego rzeźbiarza, dużo starszego ode mnie z wspaniałym dorobkiem, który przez długie lata nazbierał mnóstwo różnych pięknych przedmiotów, wybudował dom w kształcie piramidy i stanowi całość z tym dobytkiem. Jest to tak urokliwy widok, że miałem nawet ochotę zrobić o tym reportaż fotograficzny albo użyć kamery, żeby to po prostu nie przepadło, ale zawsze nie miałem odwagi, żeby poprosić go o pozwolenie, a w końcu doszedłem do wniosku, że niech to zostanie jak jest, niech potem jak go już nie będzie te przedmioty po prostu odfruną z nim. Spełniłem pomysł w filmie, przedmioty odlatują, pozostają tylko wózki, czyli obraz cierpienia i wyobcowania. Natomiast to co po nich zostało, to TO całe dobro, reprezentowane przedmiotowo przez talerz. Wzlatuje wiec on z tym niezniszczalnym bagażem, aby pozostawić ślad w nieskończoności. Rodzi się z tego oczywiście księżyc, który jak symbol światła gdy ogarnia nas chwilowa ciemność, towarzyszy nam prawie każdej nocy. Aby wszystko było wiecznym kołem trwania, wystarczyło teraz film zacząć od księżyca, doprowadzić akcje do staruszków i klamra zamknięta.

Wszystko powstawało tak jak to tu napisałem bez kompletnego scenariusza na początku, storybordów, animatika ....itp. Ktoś może powiedzieć, że to błąd, ale ja to robie sam, a jest jeszcze coś o czym należy pamiętać. Praca przy takim filmie to straszna harówka i coś mi się należy ... :)).... a tym czymś jest przyjemność z tworzenia na gorąco ....to tak jakbym w trakcie pracy, sam opowiadał sobie interaktywną bajkę..... a bajki zwykle przyjemnie się słucha przyjemnie jest wymyślać nieskomplikowane prawdy.

Robienie do tego muzyki to była już tylko czysta przyjemność, bo muzyka uwypukla to co płaskie, skraca to co długie i łączy w całość fragmenty.

Oczywiście mogłem nie sprostać wszystkiemu, mogłem zastosować inny timing .... ale to moja bajka i ten wymiar czasu według mnie jest tu odpowiedni....:)) Tyle mam do powiedzenia w tym makingoffie inaczej.... reszta została wyjaśniona lub zaciemniona na tym wątku.

Dziękuję wszystkim za wizytę, którą mnie zaszczycili ... dla mnie to sporo…:)

Daniel Zagórski www.danielzagorski.com




back